czwartek, 31 października 2013

Dwujęzyczność w V klasie

To nie jest tak, że zmieniam profil bloga :) Akurat dwujęzyczność na tapecie, bo... jakoś tak wyszło. Ale już mam prawie gotowy super post o fajnej pomocy, którą na 100% pamiętacie z dzieciństwa, a której nie używacie na zajęciach! Rękę sobie dam uciąć :D Ale to po weekendzie, razem z vlogiem :)
 
A tymczasem w piątej klasie jakieś 2 tygodnie temu rozegrała się taka scenka..
 
Ta lekcja wcale nie miała być o dwujęzyczności. Wcale a wcale! Miała być o zaufaniu, o niepełnosprawności, o radach, o przyjaźni. Jak doszło do dwujęzyczności?
 
Musicie wiedzieć, że szkoła polska, zwłaszcza w klasach starszych nie skupia się tylko na mówieniu po polsku. Przekazujemy dzieciom polską kulturę, ale też.. polską podstawę programową :)) Podczas, gdy inni dwujęzyczni uczą się czytać (niektórzy!), dzieciaki w szkole uczą się odczytywać Konopnicką. Ale o szkołach jeszcze będzie :)
 
Zatem tym razem temat lekcji brzmiał:

 
Gdzie tu mowa o jakiejkolwiek dwujęzyczności? (dla drążących wyjaśniam - dzieci znają TYLKO rozdział "Jestem Colin"; nie wiedzą że Mary kiedyś mieszkała w Indiach)
 
A jak z Waszą pamięcią do "Tajemniczego ogrodu". Pamiętacie, że Colin jeździł na wózku?
 
 
Więc zaczęliśmy mówić o niepełnosprawności.
K: Kiedy mówimy o kimś, że jest niepełnosprawny?
D: Kiedy nie widzi!
kiedy nie chodzi!
kiedy nie słyszy!
kiedy nie ma nogi albo ręki!
kiedy nie mówi!
K: Tak.. to, co nazwaliście, to niepełnosprawność fizyczna. A jest jeszcze niepełnosprawność umysłowa, intelektualna?
D: czyli myślowa?
K: ...yhm.. no tak.. (tłumacząc na ichni poziom językowy)
 
D: A jak ktoś mówi w dwóch językach, ale nie umie w nich pisać, to też jest niepełnosprawny in-te-le-ktu-al.-nie ?
K:....???.....
D: No bo ja mieszkam od urodzenia w Niemczech, a jeszcze nigdy nie dostałem najwyższej oceny z dyktanda, ani po polsku ani po niemiecku.
Inne dzieci:.. no właśnie! Umieć dwa języki to jest niepełnosprawność?
 
I teraz pytanie do Was mam: czy Wy byście nie podjęli tematu? Bo ja nie byłabym sobą, gdybym nie podjęła :)) Wypisaliśmy na tablicy plusy i minusy dwujęzyczności (nie wiem czy to ma znaczenie, ale wszystkie dzieci w tej klasie są wychowane w DE). Plusy na biało, minusy na niebiesko.
 
Tablica źle starta, widzę :))
 
Plusów jak widać więcej. Ucieszyli się z tego powodu bardzo i obiecali, że już nie będą narzekać :)
I mimo, że ja wiem, że plusów więcej, że dwujęzyczność to "spadek, który trudno mierzyć zerami" to w głowie mi się kotłuje pytanie: Czy dla tego jednego, jedynego chłopca, który je zadał dwujęzyczność nie jest przekleństwem?

środa, 30 października 2013

"A mój problem polega na tym, że za jednym i drugim tęsknię..."

Pamiętacie wczorajszy post? Jeżeli nie, zerknijcie proszę, bo ten dzisiejszy jest po prostu kontynuacją.
 
Otóż, kiedy już wczoraj "moje" 15latkowie napisali test, to zaczęli jeszcze męczyć tę dwujęzyczność. Stwierdzili, że cieszą się, że wreszcie mogą z kimś na ten temat pogadać, bo jakoś nikt ich do tej pory nie pytał o zdanie ;)
 
Z całej grupy dwie osoby same stwierdziły, że dwujęzyczne nie są, po prostu umieją niemiecki. Osoby te mało o samej dwujęzyczności mówiły, nie podawały definicji. Lena powiedziała nawet, że zazdrości dwujęzycznym swobody posługiwania się oboma językami.
 
Paula natomiast rzekła "jak już pani nas obmawia na tym swoim blogu (wiedzą, że czasem o nich wspomnę - przyp. aut. ;P), to niech pani wrzuci Maję z Budy... no, wie pani którą".

No wiem, którą :)) Więc wrzucam :)
Maja Sikorowska, córka Andrzeja Sikorowskiego z krakowskiej grupy "Pod Budą". Jej matka jest Greczynką. Maja wychowywała się w Krakowie.

 

wtorek, 29 października 2013

Dwujezycznosc dwujezycznych

Siedze w szkole, mam okienko. Bedzie post, ale bez polskich znakow, bo ich nawet w tym dziwnym komputerze nie umiem ustawic. Dziwnym = z niemiecka klawiatura.

O czym bedzie? Pewnie o dwujezycznosci. A dlaczego? A dlatego, ze ciezko od dwujezycznosci uciec mieszkajac w obcym kraju i uczac polskie dzieci jezyka ojczystego.

Wyszlam przed chwila z III klasy gimnazjum. Same dobre dzieci, mozna rzec, gdyby nie to, ze za te 'dzieci' to chyba sie na mnie obraza. Na ostatniej lekcji maja mi dac adresy do swoich polskich blogow. Sama jestem bardzo, bardzo ciekawa jak im wyszlo. Pytalam ich wlasnie czym DLA NICH jest dwujezycznosc. 

Dla nich, nie dla mnie. Ja tam mam jakies swoje regulki, definicje wyczytane z ksiazek, opisane na wykladach. Wyluszczone, zapamietane, zdane. I gdyby nie chichot losu, pewnie kiedys bylyby zapomniane.

Dwujezycznosc - temat jak sie okazalo nielatwy. Po 45 minutach jednak utworzyli jedno zdanie, jeden front. Stwierdzili, ze prawdziwie dwujezycznym jest sie wtedy, kiedy:
a) umie sie komunikowac w jezyku, tj. pogadac z babcia, ale tez zalatwic sprawe w urzedzie, a jak trzeba to i skarge na sasiada  napisac ;),
b) wyraza sie emocje w tym jezyku, tj. umie sie powiedziec babci 'Kocham Cie' lub mamie 'nienawidze Cie, bo mnie nie chcesz puscic na koncert!!', a jednoczesnie potrafi poklocic sie z kolezanka i nawymyslac jej po niemiecku; Malgosia dodala, ze jezyk emocji nie zalezy od nich, ale od osoby, z ktora wlasnie rozmawiaja,
c) umie sie czytac w obu jezykach, a wybor tego, w ktorym jezyku przeczyta sie ksiazke zalezy tylko od tego czy autor jest Niemcem czy Polakiem; w przypadku autorow innojezycznych decyduje miejsce zakupu ksiazki, a wiec przypadek,
d) ogladajac filmy w obu jezykach rozumie sie (w jedym i drugim) zarty, dowcipy i niuanse jezykowe; wazne jest to, aby tez rozumiec kulturowo sytuacje, ktore dzieja sie na ekranie,
e) rozumie sie obie kultury i obie sie je wspiera! wie sie co to Wawel, ale tez wie sie czym dla Niemcow jest Berlin; ze smiechem dodali, ze najwiecej dwujezycznych polsko-niemieckich jest wsrod mieszkancow Slaska :)))

 Okienko sie konczy. Musze do nich wracac. Az zal, ze beda teraz biedactwa pisaly test czytania ze zrozumieniem, zamiast sobie dalej podyskutowac z nauczycielem ;)



EDIT: Miałam edytować i poprawiać polskie znaki, ale stwierdzam, że skoro blog ma być swojego rodzaju pamiętnikiem, to nie będę poprawiać wpisów. Chciałam tylko powiedzieć, że pojawiła się druga część tego postu. O tutaj :))



poniedziałek, 28 października 2013

Niema w Niemczech. Mowa a komunikacja.

Jakiś czas temu pewna osoba zapytała mnie jak się znalazłam w Niemczech, jak tu żyję, ile zarabiam itp. Nie odpowiem na te pytania, bo garstka moich znajomych, wie jak to było. Całej reszcie świata ta wiedza jest naprawdę niepotrzebna. Wam powiem tylko tyle, że jestem, że mieszkam w Hamburgu - tu prowadzę terapię logopedyczną, uczę w szkole polskiej, a sama uczę się na trzech kursach, z czego jeden jest kursem języka niemieckiego. I tyle.
 
Natomiast dzisiaj post będzie powiązany z Niemcami bardzo. Pokażę czym jest mowa, a czym komunikacja i to, czym zajmuje się logopeda. ;)) I nie będzie to mówienie ;)

Tadam! :D

Na początek porozmawiamy o ptakach. Ornitologicznie, a co! Widzieliście kiedyś samca, który "podrywa" samicę? Jego śpiew, jego zaloty?? Piękne są...
To właśnie jest KOMUNIKACJA. Czyli, mówiąc potocznie, sposób w jaki samiec pokazuje samicy co chce, a ona go rozumie. Dokładnie tak samo zachowują się nasze dzieci zanim zaczynają mówić. Ciągną za kurtkę, kiedy chcą wyjść na dwór, przynoszą książeczkę, jeśli chcą żeby mama poczytała. Pokazują palcem rzecz, o której chcą nam "powiedzieć", skomunikować.
Po opis gestu wskazywania palcem zapraszam do Magdy. Komunikacja jest podstawą relacji między stworzeniami.
 
 
Język to nasze, ludzkie narzędzie komunikacyjne. Język to struktura, która kształtuje się w głowie, w mózgu. Narzędziem języka jest mówienie. I to właśnie mówienie warunkuje nasze bycie wśród obcych ;))

Pół roku temu, kiedy przyjechałam do Niemiec, nie mówiłam nic poza "Guten Tag", "Hallo" i "Danke". Nie było łatwo, serio :( Teraz jest lepiej. Żeby się SKOMUNIKOWAĆ z osobą niemieckojęzyczną trzeba się było bardzo nagimnastykować (w dosłownym rozumieniu tego słowa).
 
Czego zatem uczy logopeda?
1. Języka i komunikacji.
2. Mówienia.
Nie ma mówienia bez języka. Dlatego układamy z dziećmi układanki, obrazki, bawimy się. Uczymy języka. Zarówno dzieci jednojęzyczne w Polsce, jak i dwujęzyczne tutaj, na emigracji.
 
Nie jest prawdą, że dziecko dwujęzyczne jest opóźnione w rozwoju mowy. Dziecko dwujęzyczne w wieku 2 lat (+ 3 miesiące opóźnienia) MUSI zacząć składać pierwsze zdania! Obojętne, w którym języku! Jeśli tego nie robi, konieczna jest terapia logopedyczna.  Jeśli się nie komunikuje, to musicie Wy, jako rodzice, zacząć działać już teraz!

W jakim języku?
Wydaje mi się, że odpowiedź jest prosta
1. Jeśli jesteście Polakami, mieszkacie w Polsce - terapia po polsku.
2. Jeśli jesteście Polakami, mieszkacie za granicą - terapia po polsku.
3. Jeśli jedno z Was jest Polakiem, a drugie np. Francuzem i mieszkacie we Francji - terapia po francusku  z założeniem, że kiedy zacznie przynosić pierwsze efekty, zaczniecie też terapię po polsku.
 
 

 

piątek, 25 października 2013

Zabawy logiczne. Malowanie liczbami

Witam :)

Dzisiaj troszkę inna bajka :))

Macie do czynienia z takimi dziećmi, które np. mają dysleksję, potrafią czytać, po 45 minutach mają dość ćwiczeń  ortograficznych, a tu jeszcze 15 minut do wykorzystania?!
Albo może macie w domu takie dzieci, które są świetnymi nastolatkami, ale z myśleniem logicznym, to u nich krucho?! Macie? :))
Właśnie wtedy warto wykorzystać czas na zabawy logiczne ;))
Na początek malowanie liczbami.

Plansza do gry wygląda tak:



Obszar malowania wyznaczony jest grubymi liniami. Cyfry oznaczają ile pól ma być w danym rzędzie/kolumnie zamalowanych. Przerwy między cyframi oznaczają, że między zamalowanymi polami jest odstęp. Prawda, że teoretycznie proste? ;)
Tak, tak, wiem.. łatwiej mówić, trudniej zrobić. Dlatego też, na początek plansza ma kilka zamalowanych na żółto pól. Te pola są już rozwiązaniem części zagadki, zatem pierwszego rzędu nie musimy rozwiązywać ;)

Planszę należy wydrukować, rozwiązać samemu, a potem dać delikwentowi. Dziecko inteligentne na pewno wkręci się w rozwiązywanie.

Rozwiązanie publikuję poniżej ;))


To moja plansza, wymyślona przed chwilą. Możecie zrobić więcej sami lub poszukać w Google hasła "malowanie liczbami" / "malowanie cyframi". Polecam!! 
A i żeby nie było, że nie mówię;) To porozmawiam też chętnie ;)


czwartek, 24 października 2013

Co to jest głoska

Dzisiaj post dla mnie z jajem ;)

Dlaczego? Dlatego, że długo nie wierzyłam, że ten post może komuś pomóc! Umówmy się - nie wszyscy muszą pamiętać z  podstawówki czym jest głoska! ALE! Jak zobaczyłam w statystykach w słowach kluczowych ciągle powtarzające się zapytanie "co to jest głoska" to wrodzona jadowitość nie pozwoliła mi nie zareagować:))


LITERĘ CZYTAM ORAZ PISZĘ, GŁOSKĘ WYMAWIAM ORAZ SŁYSZĘ.
 
I tyle z definicji :))

Liter w alfabecie polskim mamy 32:
A Ą B C Ć D E Ę F G H I J K L Ł M N O Ó P R S Ś T U W Y Z Ź Ż
głosek trochę więcej, bo wszystkie dwuznaki tworzą głoski:
SZ CZ DŻ RZ CI ZI NI DZI DŹ.
 
Zatem w wyrazie OKO mamy 3 litery i 3 głoski, ale w wyrazie KASZA mamy 5 liter i 4 głoski: ka[sza]a. W wyrazie DZWONEK mamy 7 liter i 6 głosek.
Zabawa zaczyna się przy głoskach miękkich i zmiękczonych. Głoski miękkie to te, które znamy: [ś, ź, ć, dź, ń, si, zi, ci, dzi, ni], ale także [ki, gi, chi]!!! Głoski zmiękczone to [pi=p`, b`, w`, t`, d`, l` b` m`], ale również [c`] np. w wyrazie [circa = łac. około].
 
Jak ktoś chce wiedzieć jak powstaje głoska, to zapraszam na ten post.
 
I tyle w temacie :))
 
 
 
 

środa, 23 października 2013

Rywalizacja na rozgrzewkę. Ćwiczenia motoryki

Dzieci uwielbiają rywalizację. Jest to wiadome od lat, nikt temu nie przeczy.

Między innymi z powodu tego uwielbienia na w-f w szkole trzeba się było męczyć na wyścigach w rzędach, mierzyć ze stoperem w bieganiu na czas i z miarą skoku w dal. Nie cierpiałam WF :P

A jednak.. dzieci uwielbiają rywalizację. Bardzo lubią się z kimś mierzyć, być najlepszymi. Ba! Bycie najlepszym powoduje chęć uczestniczenia w kolejnym zadaniu. Dlatego też, kiedy mam przed sobą małego biednego człowieka (najczęściej płaczącego) oferuję mu taką formę rozgrzewki. Zadanie na czas, zadanie na bycie najlepszym.

Do tej rozgrzewki zawsze używam kart do Czarnego Piotrusia. Których? Tych, które akurat mam pod ręką ;)
Dzieciom młodszym w ramach gry proponuję zabawę "Kto pierwszy ten lepszy". Rozrzucam karty na stole i naszym wspólnym zadaniem jest wyszukać jak najwięcej par. Kto wyszuka najszybciej ten wygrywa. Nie muszę dodawać, że najczęściej jakaś gapa jestem i w ogóle ślepa kura, co nie widzi prawie żadnej pary??




Ten sposób zabawy uczy koordynacji wzrokowo-ruchowej (ruch ręka - oko), uczy spostrzegawczości i refleksu. Pomaga też w utrwalaniu relacji i wyszukiwaniu podobieństw na obrazkach.

Z dziećmi starszymi gramy w memory. Tutaj już z wygranymi jest różnie, żeby mnie ograć trzeba się postarać ;)


Czego uczy gra w memory? Jest to bardzo dobre ćwiczenie pamięci globalnej, pamięci wzrokowej. Utrwala spostrzegawczość.

A z dziećmi najstarszymi.. to już inna para kaloszy ;))
Z tymi dziećmi, które mają po 8 - 9 lat, wadę wymowy lub dysleksję!! oj, szalejemy ;))




Układamy domki z kart. Nieduże z kart "piotrusiowych" i większe z kartoników do gier (na zdjęciu oczywiście "Nos w nos").
Układanie domków z kart służy umiejętności koordynacji, percepcji wzrokowej. Uczy też motoryki małej, a dzieci z ryzyka dysleksji najczęściej z motoryką mają problemy.

Podsumowanie na vlogu ;))





poniedziałek, 21 października 2013

Zamek dla księżniczki Gabrylotty (i nie tylko) ;). O skojarzeniach

Pobawimy się dzisiaj w skojarzenia. Choć nie tylko i wyłącznie :))

Na zamku księżniczki Gabrylotty, choć równie dobrze możemy się bawić w autobusie Zdzisia czy w domku Kamilki. Ważny sens, nie treść. Jak zawsze ;)

logopeda blog
 
Skojarzenia to taka zabawa, która genialnie uczy myślenia, ale także taka, która sprawdza czy człowiek myśleć umie. Kojarzenie czegoś, to nie jest wcale łatwa sprawa, zwłaszcza dla dziecka. Dlatego kojarzenia też trzeba uczyć.
Najczęściej uczą tego rodzice, choć sami nie wiedzą, że uczą ;))

Kolejność, w jakiej uczymy skojarzeń:
 
1. Skojarzenia na konkretach
czyli na rzeczach, które mamy w domu. To, że dziecko wie, iż pastę nakładać należy na szczotkę do zębów, a nie do włosów, to właśnie jest pierwsze skojarzenie. Kolejne to np. herbata w filiżance, a nie w misce, makaron w zupie, a nie do klocka itp. Ogólnie etap ten można określić hasłem, co do czego pasuje.

Tajemnicą poliszynela jest też to, że za pomocą tego rodzaju skojarzeń ZAWSZE sprawdzam umiejętność rozumienia u ludzi dorosłych po udarach i urazach mózgu. "Proszę położyć garnek na spodku, a pokrywkę na filiżance." Człowiek, który nie rozumie polecenia, zrobi dokładnie odwrotnie, tj. SKOJARZY rzeczy prawidłowo, nazwijmy to kulturowo i położy filiżankę na spodku, a pokrywkę na garnku.

2. Skojarzenia obrazka z obrazkiem
to dokładnie to samo, co etap pierwszy tylko na obrazku. Zadaniem dziecka jest dołożyć obrazek szczoteczki do obrazka pasty, a buta do stopy.

logopeda blog


3. Skojarzenia obrazka z podpisem
to już właściwie umiejętność czytania. U mnie specjalnie są wyrazy trudne, takie których czytanie globalne zajmuje trochę czasu. Innymi słowy takie, których nie ma sensu uczyć globalnie.

logopeda blog


4. Skojarzenia obrazka z innym podpisem.
I to ta najtrudniejsza szkoła jazdy ;) Pokazujemy dziecku obrazek buta, a jego zadaniem jest znaleźć WYRAZ skojarzony z butem. U mnie to "stopa". Trudne.

logopeda blog


A jak się to ma do zamku?

logopeda blog

Otóż zamek księżniczki Gabrylotty, to takie czarodziejskie miejsce, w którym otwierają się okna. W niektórych oknach można zobaczyć obrazki, w innych - słowa. Zadaniem księżniczki jest odnaleźć pary obrazek - wyraz. W tym wypadku już na etapie czwartym. Otwieramy okiennice na stałe, jeśli parę znajdziemy i zamykamy, jeśli tym razem się nie udało.

logopeda blog
 
Zamek księżniczki Gabrylotty utrwala umiejętność czytania oraz kojarzenia, ćwiczy pamięć globalną. I świetną zabawą ;))

A teraz taka mała niespodziewanka. Dla mnie też :P


 

 

sobota, 19 października 2013

Hamburg moim okiem...

To nie będzie zapowiedź...

Tylko próbka.

Nie wiem jeszcze czy będzie ciąg dalszy...

Powinien?


I tak, wiem, że krótki i kiepskiej jakości... ale nie mam zapędów na operatora ani vlogera ;)
 
To na razie wersja, można powiedzieć, robocza. Nie pomstujcie zatem bardzo :) I niedługo wracam do normalności - w poniedziałek post logopedyczny ;))

PS. Nie lubię swojego głosu

piątek, 18 października 2013

Komiks. Nauka czytania

Nie pamiętam jakim cudem (ale cudów się z zasady raczej nie pamięta;) ) razem z Faustyną pewnego pięknego (pięknego, jak pięknego.. u mnie pewnie lało:P) dnia pisałyśmy o komiksach. Faustyna pisała wtedy o rozwoju języka polskiego poprzez komiksy, moja notka bardziej mówiła o tym, że komiksy mogą być pierwszą podporą w zachęcaniu do czytania dzieci dwujęzycznych.
 
Dzisiaj znowu przyszedł czas na komiksy.
 
Dlaczego? Nie wiem. Wiem, że są świetnym podręcznikiem do nauki języka. I mówię to jako:
a) logopeda,
b) nauczyciel,
c) lektor j. polskiego, którym za niedługo będę (o ile na koniec semestru zdam egzamin ]:->)
d) osoba, która właśnie uczy się nowego języka.
 
Do nauki niemieckiego zmusiło mnie życie. Tej historii nie będę Wam opowiadała, wystarczy tyle, że 10 lutego dowiedziałam się, że od maja będę mieszkać w Hamburgu. Języka uczyłam się wcześniej w liceum, ale nie lubiłam tych lekcji, więc mój niemiecki kulał bardzo. Zwłaszcza w mowie, bo tu przyznać - nomen omen - p. Kasi muszę, że rozumiałam wiele słów, które wypowiadali Niemcy ;)
I tak nastał wieczór i poranek :)
 
W HH uczęszczam na kurs językowy, ale to mało, więc dodatkowo uczę się wszędzie. Ciężko mówić mi o zalewaniu językiem, bo na każdym kroku można spotkać osobę, z którą dogadasz się po angielsku lub... polsku (ale ci zdecydowanie się języka wstydzą.. to tak a`propos prestiżu).
Do nauki niemieckiego mam wiele pomocy:

Zgadnijcie, którą z nich najbardziej lubię? :))
Blondynka jest dość fajna, ale polega na uczeniu się na pamięć całych zwrotów. Wiem, że to niezła metoda jest, ale jako językoznawca stwierdzam - nudna.

Ćwiczę zatem mój niemiecki razem z angielskim przeglądając hamburskie wydania czasopism dla obcokrajowców


oraz oddając się lekturze "Polacy w Hamburgu". Książka bardzo ciekawa!! Polecam :)

Ale nadchodzi taki dzień w życiu każdego człowieka niemego (bo do takiego się na terenie Niemczech przyrównuję), kiedy chce on przeczytać coś, co nie jest ani podręcznikiem, ani czymś mądrym. A ponieważ wybór polskich książek żaden (nie licząc e-booków, ale przy moim uzależnieniu od komputera wydanie elektroniczne, nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem :P), przychodzi taki dzień, że musisz kupić coś niemieckiego :) Lecz co?? Przecież nie Goethego w oryginale (bo i języka nie znasz, i za mądre to na ten dzień). Wtedy właśnie sięgasz po komiks.

I kawę. Z bitą śmietaną.
 
Dlaczego komiks? Jak pisała Faustyna: komiks najlepiej oddaje stan emocjonalny bohatera bez potrzeby wczytywania się w jego nastrój. Komiks "pokazuje" niejako akcję, my tylko czytamy dialogi. A czytając dialogi uczymy się tego, co w języku najważniejsze - konstrukcji potrzebnych do KOMUNIKACJI (bo musimy pamiętać, że mowa i mówienie to dwie różne rzeczy).
 
Więc dawajcie dzieciom komiksy. Nawet te komercyjne, naprawdę niewielu nastolatków w Polsce (jednojęzycznych) zna Kajka i Kokosza czy trio Romka, Tytusa i Atomka. Ważne, żeby czytać, dopiero potem trzeba dobierać treści.
 
A ja najchętniej porozmawiałabym sobie z osobą, która dwujęzycznym 14latkom każe czytać Sienkiewicza!! Przychodzą i pytają: "A co to znaczy [azaliż]?". Czy naprawdę nie lepiej im było dać Chmielewską, a mistrza Henryka zostawić na później?

 

czwartek, 17 października 2013

Labirynty. Analiza i synteza wzrokowa

Labirynty..

To jest ta część zabawy, którą dzieci kochają najbardziej. Zwłaszcza te, które potrafią je rozwiązać.
 
Czego uczą labirynty?
a) rozwiązywania problemów (w końcu jakoś trzeba dojść misiem do miodu, nie?:))
b) grafomotoryki,
c) cierpliwości,
d) analizy i syntezy wzrokowej!!
 
Jakie labirynty dawać dziecku?
Takie, żeby mogło je rozwiązać :)
Zaczynamy od najłatwiejszych, czyli zaznaczamy granice labiryntu na podłodze. To jest zabawa dla mam, tatusiów i niań, bo na terapii stanowczo zbyt wiele czasu zajmuje.


U mnie granice labiryntu wyznaczone są paskami :) Nie jest to skomplikowany labirynt, bo nie mam na nie czasu ;)
Dla trochę starszych dzieci labirynty znajdziecie w książkach i teczkach typu "mam 4 lata i..." (nie wpisuję specjalnie żadnych tytułów, nie mam w planie nikogo reklamować :P).
Ale ileż można mieć kartek z labiryntami? Nie mam ich za dużo, bo mam labirynt przenośny ;)


Zrobiony z tacki pod pizzę (mrożoną, oj wiem, że to niezdrowe jest) i  folii aluminiowej. Plusem tego labiryntu jest to, że tacka jest klejąca się (czysta!!!), więc folię mogę odlepiać i przyklejać nieskończenie wiele razy:))
A teraz gratka: ulubione labirynty "moich" dzieciaków. Z wydawnictwa Oleksiejuk.



Ten z krokodylami budzi najwięcej emocji wśród dzieciaków,


ale ten z pająkami rozwiązać jest - wg dzieci - najtrudniej.



A to mój ulubiony labirynt. Czasem moi koledzy się głowią nad rozwiązaniem.


Labirynty są fajne. Budzą emocje, pozwalają na odczucie satysfakcji. Żeby były bardziej logopedyczne;) w środku umieszczamy sylaby. Można pojedyncze sylabki, u mnie porozmieszczane tak, aby razem tworzyły jakieś hasło.



A tak na koniec to tylko chcę Wam przypomnieć o konkursie ;)) Zajrzyjcie, może Was zainteresuje?

 

poniedziałek, 14 października 2013

Uspokajacze

O melisie będzie :) i nervosolu :) i o tym, że należy oba te specyfiki zażywać, jeśli jesteśmy niespokojni :))
To marsz do kuchni. Melisę sobie zaparzyć, bo zaraz wojnę wywołam :)))
Już??
Bo jak jesteś bez melisy, a już - nie daj Boże - z kawą, to nie czytaj może dalej, co?? ;))
Jesteś pewna(y)??
 
Oooook, ale na własną odpowiedzialność ;)
USPOKAJACZE

Jakiś czas temu zadałam na fanpage "Głoski" pytanie.


Wzbudziło ono dyskusję, zostałam zasypana bardzo konkretnymi wyjaśnieniami. Doszło do mnie, że źle zadałam pytanie:) Z pokorą przyznaję - moja wina. Dlatego dzisiaj omówię ten problem, to zjawisko.  Może w ten sposób lepiej się wysłowię i spróbujemy się  "dogadać". Żeby było jasne - ten post nikogo nie atakuje!! On jest tylko postem zastawiającym się;)
 
Kluczem do omówienia zjawiska jest słowo "moje", a nawet fraza "moje dziecko" wypisywana w przeróżnych konfiguracjach: "u mojego dziecka", "z moim dzieckiem", "mojemu dziecku" itp.
 
Chciałabym się skupić głównie na logopedii, ale chcę jednocześnie, żebyśmy byli na tym samym poziomie znawstwa tematu. Załóżmy zatem, że żadna z nas nie jest lekarzem ani rehabilitantem i zaczniemy od chodzenia. We wszystkich poradnikach piszą, że dziecko powinno raczkować. Więc zaniepokojona Mama Raczka pisze na forum tak:


Czy na podstawie tego postu, Drogie Mamy, jesteście w stanie powiedzieć co jest jej dziecku? Bo ja słowa "leniwy" w stosunku do 13miesięczniaków nie znam;) Ok, wycięłam pewne informacje, ale - uwierzcie mi - były to informacje zbędne.
Gdybym była tą mamą to pytanie zadałabym pediatrze. Nie jestem rehabilitantem, ale nie podoba mi się, że dziecko kładzie się na brzuch... Może ma za małe napięcie mięśniowe w rękach?
Tymczasem Uspokajacz (1) pisze:


I co Wy na to?
Bo ja rozumiem: syn Uspokajacza (1) nie raczkował. Przesuwał się inaczej. Chodzi. OOOk.
Ale - na litość Pana - jaki to ma związek przyczynowo-skutkowy z synem Mamy Raczka? Czy to, że syn Uspokajacza (1) nie raczkował, oznacza, że dziecko Mamy Raczka jest zdrowe? W pełni?
 
Przykład drugi również będzie ortopedyczny ;) Mama Niechodka napisała na forum, że się martwi, bo jej synek 15 miesięcy nie podejmuje prób chodzenia. Jest tym faktem zaniepokojona i pyta inne mamy co z tym fantem zrobić? Kobietki opowiadają o swoich dzieciach jednocześnie zaznaczając, że lekarze mówią, że 18miesięczniak powinien chodzić i jest to górna granica normy. Więc one radzą, żeby zapytać lekarza, bo może dziecko ma coś nie tak z napięciem mięśniowym*, może krzywe bioderka, może... Ale w tym całym gronie znajduje się również Uspokajacz (2). Cóż robi? Pisze

Ha!! Jej syn zaczął chodzić bez lekarzy!! Ha!! Więc syn Mamy Niechodka na pewno też zacznie, prawda? Bo skoro syn Uspokajacza (2) zaczął, to dlaczego syn Mamy Niechodka niemiałby zacząć? To ja mam pytanie do Uspokajacza (2): jeśli syn Mamy Niechodka jednak nie zacznie chodzić bo ma np. coś nie tak z biodrami, to Uspokajacz (2) bierze to na klatę i będzie słuchał narzekań i strachów Mamy Niechodka?
 
Przejdźmy do logopedii.
Jest to dla mnie o tyle wygodniejsze, że wiem o czym piszę :)) Tak dla przypomnienia: dziecko 2letnie powinno składać słowa w pierwsze zdania ("Mama da", "Tata am"), a normalne przesunięcie tego wieku to ok. 3 miesiące dla dzieci urodzonych w terminie + ilość miesięcy korygowanych dla wcześniaków. To czym grozi ORM możecie znaleźć w notkach sierpniowych, nie będę się - na razie ;) - powtarzać. Przejdźmy do tematu :)
 
Zacznę od mojego ulubionego: "Drogie Mamy, moje dziecko ma 3 lata i nie mówi. Czy iść z nim do lekarza/logopedy czy dać mu/jej jeszcze czas?" Odpowiedź moja: dajmy czas do pełnoletności! Zwłaszcza jeśli to chłopiec. A co?! ;>
Każdy normalny logopeda, lekarz odpowie: iść do specjalisty. Postymulować. Po to, aby nie rodziło problemów w przyszłości. Każdy, ale nie Uspokajacz. Uspokajacz (3) bowiem napisze:


Jaki wniosek z tej odpowiedzi? Ano taki, że skoro dziecko Uspokajacza (3) rozgadało się w przedszkolu, to dziecko Mamy 3latka też się na 100% rozgada. Jak to bardzo jest logiczne? WCALE! 3latek może:
a) mieć niedosłuch,
b) być dzieckiem ze spectrum autyzmu,
c) mieć problemy neurologiczne.
Każdym OBJAWEM tych trzech zaburzeń jest BRAK MOWY. Objawem, nie przyczyną. I tylko logopeda/lekarz może tę przyczynę poznać. A Uspokajacz (3) najnormalniej na świecie uspokaja... bo przecież "moje dziecko"...
Ba! Są lepsze kwiatki!

 
Cel został osiągnięty. Mama jest u-spo-ko-jo-na... Huurrrra!! Ciekawa jestem strasznie komu będzie w brodę pluć lub komu włosy wyrywać, jak to jednak będzie autyzm??  Bo przecież nie anonimowemu Uspokajaczowi, prawda?
 
Dobra, ale żeby nie było że tylko jest źle, to na koniec coś pozytywnego (pozytywnego coś, pozytywnego bardzo chciałbym dać dziś Tobie). Mama 2latka pisze, że jej synek nagle zaczął się jąkać. Co robić?
Pozwolę sobie powiedzieć Wam, że owszem istnieje coś takiego jak jąkanie wczesnodziecięce i owszem, wiele dzieci przez to przechodzi. Ale nie każde jąkanie 2latka jest jąkaniem wczesnodziecięcym! To czy można takie jąkanie zakwalifikować pod jąkanie wczesnodziecięce czy nie, może stwierdzić jedynie logopeda! Nie lekarz tym razem. LOGOPEDA. (W tajemnicy Wam powiem, że np. w Łodzi zajmuje się tym Ewka Eduszka).
Ale Uspokajacz (4) wyczytał w Internecie, że u 80% dzieci to jednak jest rozwojowe i jego dziecku nic nie było. Na szczęście pod spodem mamy odpowiedź Matki Rozsądnej:



Jaka jest więc puenta?
 
Droga Mamo,
jeśli cokolwiek niepokoi Cię w rozwoju Twojego dziecka podziel się swoimi niepokojami z lekarzem (pediatrą lub rodzinnym), zaufaną pielęgniarką czy najlepiej specjalistą.
 
Uspokajaczu!
Przestań uspokajać! To, że Twoje dziecko tak, a nie inaczej zareagowało na pewną odchylnię od normy, nie oznacza, że inne zareaguje w ten sam sposób. Być może dzięki swojemu uspokajaniu masz na sumieniu dziecko autystyczne, które miałoby większe szanse na normalne funkcjonowanie, gdyby rok wcześniej zgłosiło się do specjalisty. A dzięki Tobie, mama uspokojona czekała dalej... na coś, co nie nastąpiło, a powinno było, bo Twoje dziecko....
 
 
Jak Wasza melisa? Wypita? Smaczna była? :))
To teraz tak - na spokojnie - powiedzcie mi: co Wy sądzicie o Uspokajaczach?

* napięcie mięśniowe to ostatnio bardzo popularne pojęcie na forach. Pozwolę sobie powtórzyć za P. Zawitkowskim: nie nadużywajmy pojęć. Niewłaściwe napięcie mięśniowe może stwierdzić neurolog, rehabilitant, fizjoterapeuta, terapeuta SI i logopeda (napięcie mięśni w obrębie twarzy), a nie przypadkowa osoba w Internecie.

EDIT: Diagnoza logopedyczna dziecka w Poradniach Psychologiczno-Pedagogicznych w Polsce jest bezpłatna. Nie trzeba mieć skierowania! Wystarczy zadzwonić i umówić się na wizytę. Niektóre poradnie specjalizują się tylko w diagnozach małych dzieci, np. Ośrodek Wczesnej Pomocy Psychologicznej na Półkole w Krakowie. Warto o nie zapytać!!

EDIT: Żeby nie było, że jestem taka bez skazy, to też od lat szukam sobie diagnoz w Internecie, co jest totalną głupotą i dobrze o tym wiem. Tylko ja jestem odpowiedzialna tylko i wyłącznie za siebie, a Wy, Drogie Mamy, za innego małego człowieka. Weźcie to pod uwagę :)
 

sobota, 12 października 2013

Jesienny apelek:)

Drodzy Rodzice!!

O czym chcielibyście przeczytać na "Głosce". Mam przygotowanych kilka postów, które pojawią się już niebawem (tak, tak w poniedziałek znowu będzie hejt). Jednak zależy mi na Waszej opinii! Czego nie ma, czego brakuje?? A może czegoś powinno być więcej?? Potrzebujecie zabaw czy informacji??

Chcę, aby ta strona była dla Was. Pomożecie?! :))

Piszcie!


Kto powiedział, że jesień jest smutna,
Że ma kolor szarego płótna,
Że jej prawie nie widać we mgle?
Kto to wszystko powiedział?
Ja nie!
 



Dla mnie jesień to pora wesoła,
Roześmiana i gwarna jak szkoła!
Lśniąca skórką kasztana na trawie,
W odlot ptaka wpatrzona ciekawie.

 
 

Jesień - roztargniona malarka
Gubi farby po lasach i parkach,
A ja biegam wciąż za nią z ochotą
I znajduję brąz, czerwień i złoto!
Marek Głogowski "Pora wesoła"
 


 


 

piątek, 11 października 2013

Pani "Ąę". Wymowa samogłosek nosowych

...i nie chodzi o Ędwarda Ąckiego.
 
Jak mnie denerwują ludzie, którzy myślą, że WSZYSTKO, absolutnie wszystko wiedzą najlepiej!!
Nie mam takich znajomych, ale niektórzy rodzice "moich dzieci" tacy są/byli. Ale profesjonalista jestem (a przynajmniej tak mi się wydaje ;) ), więc profesjonalnie prowadzę terapię z dzieckiem takiego ludzia. I nawet się lubimy! Ba! Nierzadko lubię się również z tymi rodzicami, tylko to ich wszystkowiedzenie mnie doprowadza do białej gorączki. O tym dzisiaj post.
 
Post o tym, jak to dowiedziałam się, że jestem:
a) nieprofesjonalna,
b) ze wsi.
Ok...
Dlaczego?
Bowiem mówię do dziecka [lubie cie], [skond przyjedzie?], [gramy na bembenku], a powinnam - wg mamy - mówić [lubię ciĘ], [skĄd przyjedzie?] i [gramy na bĘbenku]. I mama poprawia Młodego za każdym razem. Bo pani Kasia nie umie..
 
To będzie zatem post dla tych, którzy uważają tak jak owa mama, iż moja mowa jest "wieśniacka".
 
W języku polskim mamy dwie dość specyficzne samogłoski, [ą] i [ę]. Są one inne od samogłosek "podstawowych" (a, u, i, e, o, y), a różnią się tym, że wymawiamy je przy pomocy ust i nosa. Pozostałe tylko ustami (jeśli więc wymawiasz pozostałe nosowo udaj się do laryngologa lub logopedy). Samogłoski te mają jeszcze jedną cechę: przed każdą grupą spółgłosek brzmią inaczej. Dlatego też są tak trudne zarówno dla obcokrajowców, jak i dla dzieci, które dopiero zaczynają się uczyć ortografii.
 
Jak zatem POPRAWNIE wymawiać samogłoski nosowe?



Oprócz tego!!
1. Na końcu wyrazów [ę] brzmi jak [e] lub [ę] ale lekko zanosowane!! To nie jest [Ę]!!! Wymowę z [Ę] nazywamy wymową hiperpoprawną!
2. Przed [ł] i [l], [ę] i [ą] brzmią jak [eł] i [oł]. Nie pisałam tego w tabelce, bo chyba nie da się inaczej wymówić słowa wziął czy wzięli.
 
* [ņ] - to znak, który brzmi jak [n], ale językiem dotykamy do dziąseł,
* [ƞ] - to tzw. [n] tylnojęzykowe.
 
Dlaczego spółgłoski nosowe rozpadają się przed spółgłoskami? Wiąże się to z tzw. ekonomią językową. Po prostu podane słowa w ten sposób wymówić jest nam prościej. Nasze narządy mowy (czyli język, wargi, nos i usta) ustawiają się do wymówienia spółgłosek, więc prawie jednocześnie wymawiają też samogłoskę. Po co więc sobie życie utrudniać??